[custom_heading center=”true”]Dzień 1 – 2 Luty[/custom_heading] No to zaczynamy naszą przygodę. Na lotnisku stawiamy się po 13. Lot do Doha mamy o 15, więc na spokojnie wszystko załatwiamy i czekamy na nasz lot. Na pokładzie witają nas same ładne stewardessy 😉 kocyk i poduszeczka. Samolotowy system rozrywki dla każdego pasażera zawiera masę filmów muzyki i gier. Fajnym dodatkiem jest też port USB do ładowania np. telefonu czy aparatu. Samolot odlatuje planowo. Podczas lotu stewardessy cały czas serwują a to na początek cukierki, potem napoje, bierzemy winko. Oglądamy sobie filmy w międzyczasie podają obiad wedle preferencji i znów winko 😉 Po obiedzie kawka lub armaniak a na koniec lotu jeszcze słodycze; ) W Doha lądujemy planowo, zwiedzamy terminal i udajemy się do Quiet Room, miejsca gdzie można się przespać na takich leżankach. Mamy do kolejnego lotu do Bangkoku 9 godzin jeszcze… pora się zdrzemnąć.

[custom_heading center=”true”]Dzień 2 – 3 Luty[/custom_heading] Ciężka noc na lotnisku. Arabowie strasznie nie oszczędzają na klimie co znaczy że temperatura była chyba kolo 15 stopni, aż ciągle miałem zmarznięty nos. Mimo tego korzystając ze znalezionego koca z samolotu udało się do ramach przetrwać. 8:35 mieliśmy lot. Wcześniej wstał ósmy i poszliśmy do naszej bramki C8. Zjedliśmy sobotę na śniadanie mini pizze z cukierni w Łomiankach. Po przejściu bramki mieliśmy godzinę do odlotu. Lot przebiegł miło i spokojnie. Było piwo, wino no i jedzenie. Po wylądowaniu udaliśmy się do odprawy, tu czekała na nas kolejka dość spora. Spędziliśmy w niej z 30 minut albo lepiej. Po przejściu odprawy poszliśmy do odbioru dużych bagaży odebrać rowery. Z rowerami w paczkach udaliśmy się do kolejki która jedzie do miasta. Po wyjściu na ostatniej stacji zeszliśmy na poziom ulicy i zaczęliśmy składać rowery. Mój miał lekko scentrowane kolo ale po małej poprawce było ok. Pojechaliśmy już rowerami do dzielnicy z hotelami dla backpackersów. Tu znaleźliśmy hotel bez wygód za 300000 Batów. Po zostawienie zbędnych rzeczy pojechaliśmy pokręcić się po mieście. Wypiliśmy piwko i wróciliśmy do hotelu bo rano trzeba wstać.
W drodze do Birmy

Qatar Airways

Doha Airport Qatar

starting from Doha Airport Qatar

Qatar Airways

Suvarnabhumi Airport Thailand

Thailand Bangkok

[custom_heading center=”true”]Dzień 3 – 4 Luty[/custom_heading] Wstajemy 6:30, poranna toaleta i lecimy zająć kolejkę po wizę do Myanmaru. Niestety wczoraj nie wymieniliśmy dolarów i brakuje w nam kasy na statek który zawiezie nas w okolice ambasady. Udaje nam się wymienić dwa dolary u jakiś dziewczyn z Europy. Ze c złożonymi rowerami wsiadamy na statek. Płynięcie statkiem to szybka bez korków forma transportu a i można podziwiać widoki z rzeki. Po drodze poznajemy miłego turystę z Malezji z którym rozmawiamy podczas drogi.
Po dotarciu na miejsce wyciągamy rowery i jedziemy do ambasady. Tu rezerwujemy kolejkę, i robimy ksero paszportu i wymieniamy dolary. Wracamy do kolejki i wypełniamy podanie o wizę. Koszt wydania wizy tego samego dnia to 1260 Batów. Po dostaniu w kolejce i złożeniu podania idziemy coś zjeść.
Po jedzeniu jedziemy do parku 13°43′52.23″N 100°32′26.57″E tu trochę jeździmy i kładziemy się poleżeć. Po dwóch godzinach się budzimy. Wypatruje miejscowe „warany” wpierw małe jak pływają a potem duże ponad metrowe jak walczą o rybę. Chwilę krążymy po parku i idziemy w kierunku ambasady. Po drodze pijemy szeiki z owoców bliżej nie znanych 😉 Odwiedzamy tez pobliską świątynie. Gdy docieramy do ambasady stoi już kilka osób. Po odczekaniu do 15:30 czyli ok 40 minut wchodzimy do środka i odbieramy paszporty z wizami. Udajemy się kilka przecznic dalej na przystanek autobusu nr 35 który zawiezie nas na Southern Bus Terminal. No i tu trochę się naczekaliśmy na autobus jak się okazało ta linia kursuje rzadko, był moment ze mieliśmy iść już na prom. Po dotarciu na dworzec kupujemy bilety, robimy wymianę USD i jemy małe szaszłyki z ośmiorniczki.
18:00 ruszamy z dworca Southern Bus Terminal (Sai Tai Mai) w Bangkoku do Kanchanaburi. Bilet po 100 000 za osobę plus 100 000 dopłaty za przewóz rowerów. Z tąd jutro udamy się do Ben Kao a potem do granicy z Myanmarem. 13°53′39.58″N 99°04′55.09″E . Po drodze widziałem na stacji cenę benzyny 25.40 Batów.
Chwilę po 20 docieramy do Kanchanaburi, kierowca ostro chodził więc trochę zmarzliśmy. Dowiadujemy się o której jutro mamy kolejny bus, rozkładamy rowery i jedziemy coś zjeść i poszukać noclegu.
O 21 docieramy do hoteliku nad rzeką. Pierwszy lepszy bo już zmęczeni jesteśmy a i cena 400000 do przeżycia. Kurs wymiany 31.80 za 1 USD.
Po 22 kładziemy się spać.
Thailand Bangkok

Thailand Bangkok park z waranami

Thailand Bangkok

Thailand Bangkok

Thailand Bangkok ambasada birmy
[custom_heading center=”true”]Dzień 4 – 5 Luty[/custom_heading] Wstajemy chwilkę po 6:40. Zbieramy się i jedziemy w kierunku dworca. Po drodze próbujemy miejscowych przysmaków wpierw coś ala pierożki robione na parze jedne na słodko a drugie na pikantno. Na słodko były większe, koszt to 7 Batów a pikantne mniejsze były po 2 Baty. Potem próbujemy małych wypiekanych w specjalnym opiekaczu mini „oczek” 🙂 Takie jakby ciasto naleśnikowe wpierw własne w małe oczka potem na to coś o smaku mleka kokosowego i dodane coś jeszcze jak kukurydza. Wszystko zapieczone w specjalnym opiekaczu. Smak rewelacja, mleko w środku tworzy smaczną masę a chrupkie ciasto na zewnątrz wszystko trzyma.
Na dworcu dowiadujemy się ze bud do Ben Kao jest dopiero 10:30, ktoś dzień wcześniej wprowadził nas w błąd. Bilet ponoć jest po 150000 a taksówką mówią ze kosztuje 400000. Postanawiamy czekać na bus. Jedziemy pozwiedzać Kanchanaburi. Kręci my się po obrzeżach zwiedzając lokalne dwie świątynie całkiem okazałe i cmentarz w części chiński. Wracamy na dworzec, trochę odpocząć i czekać na bus.
Po 10 pakujemy nasze rowery do luku bagażowego i wsiadamy do bus który rusza 10:30.
W autobusie spotykamy dziennikarza który też jedzie do Myanmaru i okazuje się ze zna tajski. Droga kręta pnie się w górę rozmawiamy trochę i okazuje się ze nasz autobus jedzie dalej aż pod granicę do miasteczka Ban Phu Nam Ron 13°55′53.9″N 99°05′03.8″E
Do granicy docieramy o 12:30. 13°55′32.29″N 99°04′58.19″E
Jemy obiadek w knajpie i idziemy dalej do Tajskie odprawy. Po szybkiej odprawie jedziemy dalej przez ziemię niczyją do granicy Myanmaru. Tu wpierw zwykła kontrola, potem kontrola paszportu pan coś spisuje i dalej kontrola już immigration office. Tu coś pan wspomina że rowerami nie możemy przez granicę jechać do Dawei. Idziemy dalej do szlabanu i pan mówi ze nie rowerami nie ze musimy bus wziąć. Chwilę stoimy ale gościu nie ustępuje. Rozmawiamy z poznanym turystą i się okazuje ze za busa do Dawei chcą 800000 Batów. To mega dużo mając na uwadze ze przed chwilą zapłaciliśmy za busa z Kanchanaburi 70000. Postanawiamy złapać byle kogo by nas przewóz przez granicę ale to się okazuje trudne. Jest tu jakaś zmowa z wojskiem pilnującym granicy bo gdy zatrzymuje samochód i gość jest już skłonny nas podwiesić to pogranicznik macha mu by nas nie zabierał. Z kolejnym gościem jest tak samo. Podchodzi do nas młody chłopak z którym rozmawiamy. Tez proponuje cenę 800000 ale mówimy ze możemy tylko 400000 dać. Przez chwilę pertraktujemy, nasz poznany turysta zgadza się na 500000 my obstajemy przy swojej cenie. Po chwili się zgadzają i chwilkę przed 16 czasu Tajlandzkiego ruszamy mini vanem. Droga jest szutrowa ruch nie jest duży ale nawierzchnia pozostawia wiele do życzenia. W połowie drogi stajemy w przydrożnej knajpie na jedzenie. Po drodze mijamy też dwa punkty kontrolne gdzie spisują nasze paszporty i pytają gdzie będziemy spali. Cała dolina rzeki której bokiem prowadzi droga jest bardzo dzika, całkiem ładne widoki. Mijamy tez na drodze słonie pracujące.
21:00 czasu Myanmaru czyli po 5.5 godzinach jazdy docieramy pod niby najtańszy w przewodniku hotel, niestety tanich pokoi po 15 dolarów już nie ma najtańszy jest za 48 USD. To grubo poza naszym budżetem wiec się zbieramy i za namową pana z recepcji idziemy do sąsiedniego guest housu. Tu cena po małym rabacie 20$, to dwa razy tyle ile hotele w Tajlandii czy Wietnamie płaciliśmy. Postanawiamy na rowerach poszukać czegoś taniej. Odwiedzamy dwa hotele które nie wyglądają na tanie kolejna dobra wskazówka z recepcji ze za rogiem jest tani hostel ale okazuje się ze jest już pełny. Ponieważ jest już noc nie ma opcji jazdy na plażę i szukania noclegu na dziko po ciemku postanawiamy jechać do hoteliku który dawał cenę 20$. Spinamy rowery w korytarzu i idziemy do naszego pokoju. Standardowo kąpiel i idziemy po 22:30 spać.

Kanchanaburi cementary

Kanchanaburi Tailandia

Kanchanaburi Tailandia

Kanchanaburi Tailandia

Kanchanaburi Tailandia

Kanchanaburi Tailandia

Kanchanaburi Tailandia

Kanchanaburi Tailandia

Kanchanaburi Tailandia Autobus do granicy z birmą

Granica Tajlandia Birma

na drodze w birmie
[custom_heading center=”true”]Dzień 5 – 6 Luty[/custom_heading] Dziś mamy w planach zwiedzanie Dawei i okolicznych wsi oraz plaży. Wstajemy o 7 rano szybka poranna toaleta pakujemy nasze bety do plecaków i 7:30 jedziemy.
Na śniadanko stajemy na tradycyjne ciasteczka i kawkę przy targu i porcie. Przemiła pani z obsługi pyta się czy jedna z jej córek jest ładna 🙂 zgodnie z prawdą odpowiadam że bardzo ładna. Ciasteczka mega pyszne no i cena za 6 ciastek i dwie kawy 1000. Potem zbieramy się pozwiedzać miasto i miejscową piękna świątynie Shew Taung Zar Pagoda 14°04′45.62″N 98°11′45.7″E W świątyni chodzi się już od bramy po podwórku na boso na co zwracają nam uwagę siedzący przy wejściu policjanci. Na terenie świątyni jest dużo policji i trafiamy też na jakiś protest młodzieży.
Jedziemy dalej na dworzec spoty kawałek za miastem kupić bilety do Mawlamyine. Bilet za osobę 1200. Czas przejazdu to według nich 8 godzin. Autobus wyjeżdża o 14:00 firma Highland Express. Z biletami jedziemy na miasto wymienić pieniądze. Po drodze pytamy policjanta gdzie jest bank, on dokładnie wskazuje nam drogę trochę na migi.
Po dotarciu do banku i wymianie za dolara dają 1022 Kiatów, koło 11 stajemy na obiadek w przemiłej knajpie na uboczu. Jemy dwa lokalne tradycyjne dania. Jedno to kluski ryba i pędy bananowca. Nazwa ponoć Mohinga. A drugie to przekąska w liściu bananowca ryż z wieprzowiną, taki rozgotowany ściśnięty jakby z naturalną żelatyna. Cena za obiad 1000 Kiatów za dwie osoby. Kurs dolara jak dziś wymieniliśmy to 1022 Kiatów 😉
Jeździmy po mieście. Miejscowi uśmiechają się do nas. Jest bardzo ciepło ale do wytrzymania. Widać że w mieście buduje się kilka dużych hoteli na pewno nie tanich. Na mieście przez cały dzień nie spotkaliśmy białej twarzy. Widać że turyści nie zapuszczają się w ten rejon Mjanmy.
Po jakimś czasie jedziemy na obiad i piwo. Obiad 3000 a piwa dwa 4000 trochę jak zwykle piwo drogie. Po spokojnym posiedzeniu jedziemy na dworzec autobusowy Dawei. 14°06′23.67″N 98°12′18″E gdzie o 14 mamy autobus do Mawlamyine. Z małym opóźnieniem z powodu awarii klimatyzacji wyjeżdżamy 14:25. Przy wyjeździe z dworca standardowa kontrola policji. Przemiły Pan sprawdza nam paszporty, pyta jak przyjechaliśmy do Myanmaru i gdzie spaliśmy. Mówimy ze nie pamiętamy nazwy hotelu. Potem pyta gdzie jedziemy. Na koniec mówi ze ludzie w Myanmarze są mili bardzo i bardzo przyjaźni.
Po drodze widać ze dużo budują nowy h mostów i remontują i poszerzają dużo dróg. Jeszcze rok może dwa i będzie dużo szybciej podróżować się na tym odcinku.
O 16:30 stajemy na postój. Kupujemy okrągłe racuszki z cukrem po 200 za sztukę. Po wejściu do autobusu obsługa znów miejscowym roznosi nowe torebki foliowe na wymiociny. Miejscowi nie zwyczajni jeździć prawie połowa raczy puszczać pawie podczas drogi. Droga cały czas hmmm a raczej brak drogi bo ją się dopiero robi. Można powiedzieć o niej ze jest „Hand made in Myanmar”. Nie ma tu taczek, wywrotek, koparek czy innego sprzętu ciężkiego i specjalistycznego do układania asfaltu. Tu wszystko robi się ręcznie, kamień ludzie segregują na różne rozmiary ręcznie, jakiś pojemnikach to potem noszą i ręcznie perfekcyjnie układają na drodze jak za czasów budowania traktów rzymskich. Potem grzeje się asfalt który mają w beczkach i wiaderkami nosi i wylewa mozolnie na precyzyjnie ułożone kamyczki. Tu wszystko jest ręcznie robione. Przed Yay (ang. Ye) natrafiamy na najgorszą drogę jaka kiedykolwiek jechałem [15°04′30.13″N 97°56′06.9″E]. A na dodatek pokonujemy ja nocą gdzie prawie nic nie widać, niektóre samochody jeżdżą tylko na pozycyjny i w pyle drogi ich ledwo widać a autobus ledwie mieści się w zakręty. O 20 stajemy na postój [15°15′14.02″N 97°52′03.96″E], tu zjadamy dość pokaźne jedzenie. Zupkę coś ala z ogórka do tego sałatka i na drugie wołowina w sosie curry z ryżem i jeszcze trochę warzyw i jakiś liści 😉
O 23:25 wysiadamy z autokaru w Mudon.
Jedziemy 8km w kierunku Win Sein Taw Ya, rozwieszamy hamaki na nocleg w lasku kauczukowych drzew 16°19′06.54″N 97°43′07.57″E i o 00:45 idziemy spać.
Birma Dawei

Birma Dawei

Birma Dawei

Birma Dawei jedzenie azjatyckie

Birma Dawei ruch na drogach

Birma Dawei ruch na drogach

Birma Dawei ruch na drogach

Birma Dawei

Birma Dawei

Birma Dawei

Birma Dawei

Birma Dawei

Birma Dawei protest młodzieży

Birma Dawei

Birma Dawei Rowerem po Azji

Birma Dawei

Birma Dawei Port Rybacki

Birma Dawei Port Rybacki

Birma Dawei Port Rybacki

Birma Dawei Port Rybacki

Birma Dawei

Birma Dawei

Birma Dawei

Birma Dawei

Birma Mnich

Birma droga krajowa :)

[custom_heading center=”true”]Dzień 6 – 7 Luty[/custom_heading] Wstajemy chwilkę po 6. W hamakach spało się całkiem dobrze choć na początku ta bliskość lasu i dźwięki dają do myślenia. No nocą spada trochę temperatura i pojawia się przy ziemi wilgoć. Poranna toaleta zjadamy zakupione dzień wcześniej placuszki kokosowe i po jakimś ciasteczku. Składamy hamaki i o 7 ruszamy w drogę zobaczyć budę Win Sein Taw Ya. Po kilometrze docieramy do wielkiego leżącego posągu buddy. Na przeciwległym zboczu budują po woli kolejnego wielkiego buddę. Dookoła dużo stup mniejszych i większych oraz po drodze jest chyba ok 500 posągów mnichów, robi to ogromne wrażenie. Po zwiedzaniu ruszamy w kierunku Mawlamyine. Fajnie oglądać na żywo jak o paranoi tętni życie i kontrolowany has na drodze. Po przejechaniu 20 km o 8:30 stajemy na śniadanie. Jakieś kluczy z dodatkami i dwa ciasteczka z mięsem smażone na oleju a do tego herbatka. Płacimy 1600 za śniadanie. Po 9 ruszamy dalej w drogę do miasta, zostało nam 6 km. Po dotarciu do miasta jeździmy po mieście, oglądamy stare kolonialne domy i nabrzeże rzeki. Spotykamy dwóch turystów jeden z nich Czech z Ostrawy mówi po polsku. Chwilę rozmawiamy i jedziemy na lokalny targ na którym panuje mega skwar i gwar. Miejscowi handlarze mają wszystko. Kupujemy mandarynki kilogram 1500 i idziemy na miejscowe przysmaki oraz kawkę do przesympatycznego pana. Przysmaki ciasteczkowe z mięsem i warzywami za 6 szt 500 Kiatów a dwie kawy 400 Kiatów. Chwilę odpoczywamy robimy trochę zdjęć i idziemy dalej pojeździć po mieście zwiedzając jego zabytki. W mieście widzieliśmy dwa kościoły katolickie jeden był anglikański oraz meczet który został zaadoptowany ze starego kościoła. Po tym jedziemy zobaczyć miejscowe świątynie tym Kyaikthanlan Paya i przejść się boso do nich schodami. Tu udaje nam się umyć ręce i twarz oraz uzupełnić wodę z baniaków w których jest woda do picia. Dalej wybieramy się kilka km dalej na miejscowy dworzec z którego odchodzą autobusy na północ w tym do Hpa-an gdzie jedziemy my. Pakujemy się do miejscowego autobus z lokalesami i o 12:45 ruszamy w drogę. Dziś już bez kontroli przy wyjeździe z dworca. A nawet przed miastem nie było też kontroli policji. Ogólnie w mieści mało widać policji. Poleca się to miast ze względu na kolonialny styl i ducha tamtych lat ale szczerze to Dawei w którym byliśmy jest dużo bardziej klimatyczne i totalnie bez białych twarzy. Tu dziś podczas jeżdżenia po mieście widzieliśmy raptem 6-cioro turystów. Skoro już jedziemy autobusem to warto wspomnieć że w Birmie [Mjanma] obowiązuje prawostronny ruch a wszystkie samochody i autobusy są lewostronne wiec z autobusu pasażerowie wysiadają wprost na drogę. Po drodze spotykamy policjantów za worka mi z piaskiem i zasiekami i szlaban ale nie zatrzymują autobusu, widocznie ten rejon Myanmaru jest juz spokojny.
Po 14:30 docieramy do Hpa-an. Kierujemy się do Soe Brothers Guest House. Nie ma już wolnych pokoi ale są dwa miejsc są w 4 os. dormitorium po 4000 Kiatów za noc od osoby. Bierzemy je na dwie doby i od razu rezerwujemy skuter na jutro za 6000.
Teraz chwilka odpoczywamy i kąpiemy się. Po 16 śmigamy rowerami na miasto żeby je trochę zwiedzić. Odwiedzamy te najbiedniejsze dzielnice gdzie domy mają ściany z liści. Normalnie bieda aż piszczy jeździmy tak na spokojnie po mieście zwiedzając lokalne atrakcje i mniej znane ulice. Stajemy u pewnej pani na jedzonko małych przekąsek. Zjedliśmy 9 przekąsek z sosami no i darmową herbatą za… uwaga klasycznie 1000 czyli jednego dolara. Potem kręci my się wokoło lokalnego jeziora i jedziemy do dużej świątyni na zwiedzanie. Po zwiedzaniu siadamy sobie i pijemy wodę darmowa z dystrybutora i słuchamy oraz oglądamy ludzi. Po jakimś czasie jedziemy pomysłem wypicia piwka. Ja zobaczyłem młodych siedzących pijących piwko na środku ronda pod wieżą zegarową. .. wpadam na pomysł żeby kupić piwo i wypić na rondzie będzie taniej niż w knajpie. Jedziemy do sklepu i bierzemy po piwku po 1400 i małą whisky za 1000. Z naszym zaopatrzeniem jedziemy na rondo. Chwilę siedzimy z chłopakami a potem już sami. Przyjemnie popatrzeć jak żyje miasto i jak to z zachodzącym słońcem po woli życie zwalnia.
Ok 21 jedziemy na jedzonko za 2000 za dwie osoby curry z kurczakiem i ryżem. Po kolacji wracamy do hoteliku na nocleg. Chwila odpoczynku, kąpiel i pora spać.

Mjanma, Birma, nazwa oficjalna Republika Związku Mjanmy

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Myanmar Mjanma

Birma Mjanma Mawlamyine

Birma Myanmar Mjanma Mawlamyine

Birma Mjanma Mawlamyine

Birma Mjanma Mawlamyine

Birma Mjanma Mawlamyine

Birma Mjanma Mawlamyine

Kyaik Tan Lan Pagoda Mawlamyine Mjanma (Birma)

Kyaik Tan Lan Pagoda Mawlamyine Mjanma (Birma)

Kyaik Tan Lan Pagoda Mawlamyine Mjanma (Birma)

Kyaik Tan Lan Pagoda Mawlamyine Mjanma (Birma)

Kyaik Tan Lan Pagoda Mawlamyine Mjanma (Birma)

Kyaik Tan Lan Pagoda Mawlamyine Mjanma (Birma)

Birma Myanmar

Birma Myanmar

Birma Myanmar

Birma Myanmar

Birma Myanmar

Birma Myanmar

Birma Myanmar

Birma Myanmar

Birma Myanmar

Birma Myanmar

Birma Myanmar

Birma Myanmar

Birma Myanmar

Hpa-An Mjanma (Birma)

Hpa-An Mjanma (Birma)

Hpa-An Mjanma (Birma)

Hpa-An Mjanma (Birma)

Hpa-An Mjanma (Birma)

Hpa-An Mjanma (Birma)

Hpa-An Mjanma (Birma)

Hpa-An Mjanma (Birma)

Hpa-An Mjanma (Birma)

Hpa-An Mjanma (Birma)

Hpa-An Mjanma (Birma)
[custom_heading center=”true”]Dzień 7 – 8 Luty[/custom_heading] Wstajemy o 6:30. Poranna toaleta sprawdzenie netu i po 7 ruszamy skuterem. Niedaleko zatrzymujemy się na śniadanie czyli pyszną zupkę, bułeczkę i 3 pączki miejscowe na deser z kawą za 2000. Po 8 docieramy do Kawt Ka Taung Cave. Wpierw wchodzimy stromym schodami na szczyt góry z której roztaczają się nieziemskie widoki na okoliczne wioski i pola ryżu. Potem schodzimy i idziemy droga dalej do pięknego basenu ze źródlana wodą i masą pływających rybek. Woda wypływa z fajnej jaskini gdzie jest źródło. Po 9:20 ruszamy dalej. Po drodze stajemy w wiosce i kupujemy tradycyjne męskie odzienie nóg.
Do jaskini Saddan Cave dojeżdżamy przez pola o 10:30. Zakładamy sukieneczki czyli longyi i idziemy przez jaskinie koszt wejścia 1000 na drugą stronę do jeziorka. Taki spacerek na boso bo to miejsce święte zajmuje 30 min. Tu się okazuje że za dodatkową opłatę 1500 można przepłynąć jeziorko i przez górę w wodnej jaskini. A to wszystko przepływa się w pirodze czyli dłubance. Chwile czekamy i wsiadamy delikatnie do łodzi a delikatnie dlatego ze dłubanka wystaje dosłownie może 2-3 cm nad wodę. Bardzo fajne przeżycie wpłynąć do wodnej jaskini i ją delikatnie cicho przepłynąć i zobaczyć piękny widok po drugiej stronie. Pola ryżowe po horyzont i duże wystające góry w tle. Potem 10 min spacerku po polu i jesteśmy na parkingu kolo skutera. O 12:30 po umyciu stup ruszamy dalej. Po drodze stajemy przy… wodospadzie znaczy tylko w porze deszczowej jest teraz tylko dużo miejscowych którzy kapią się w zbiornikach wody. 16°47′24.09″N 97°41′14.66″E Są tu też knajpki w jednej z nich siadamy na obiadek bo już 13:20. Dziś zjadamy kluseczki smażone z miejscowymi warzywami napój z tamaryndowca i piwko a wszystko za 3300. Dalej jedziemy do Kyauk Kalap Monastery. Fajna skała po środku jeziorka. Widokowo na plus miejsce. Kończy się nam paliwo w skuterze. Podpychamy ja do pobliskiej stacji ok 300 i tankujemy dwie litrowe butelki. Dalej jedziemy już w kierunku naszego hotelu w Hpa-an. Robimy sobie mały odpoczynek i korzystamy z netu i idziemy na trochę na miasto. Zjeść obiadek i jeszcze za dnia kilka fot zrobić w miejscowej świątyni. Kolacja kluseczki z warzywami i mięskiem i do tego rosół oraz jakieś dodatkowe jedzonko za 2000 za dwie osoby. Na wieczór cola i whisky za 2600. Pijemy sobie potem trochę gadamy z niemieckimi turystami, szperam w internecie i o 23 idę spać.
hpa-an birma

hpa-an birma

Kawt Ka Taung Cave Birma

Kawt Ka Taung Cave Birma

Kawt Ka Taung Cave Birma

Kawt Ka Taung Cave Birma

Kawt Ka Taung Cave Birma

Kawt Ka Taung Cave Birma

Kawt Ka Taung Cave Birma

Kawt Ka Taung Cave Birma

Kawt Ka Taung Cave Birma

Kawt Ka Taung Cave Birma

Kawt Ka Taung Cave Birma

Kawt Ka Taung Cave Birma

Kawt Ka Taung Cave Birma

Saddan Cave Birma

Saddan Cave Birma

Saddan Cave Birma

Saddan Cave Birma

Saddan Cave Birma

Saddan Cave Birma

Saddan Cave Birma

Saddan Cave Birma

Saddan Cave Birma

Saddan Cave Birma

Saddan Cave Birma

Saddan Cave Birma

Saddan Cave Birma

Saddan Cave Birma

Saddan Cave Birma

Zwegabin Hpa-An Mjanma (Birma)

Zwegabin Hpa-An Mjanma (Birma)

Kyaut Ka Latt Hpa-An Mjanma (Birma)

Kyaut Ka Latt Hpa-An Mjanma (Birma)

Hpa-An Mjanma (Birma)

Hpa-An Mjanma (Birma)

Hpa-An Mjanma (Birma)