Rok temu na powitanie wiosny korzystając z rewelacyjnych cen lotów [jak zawsze] postanowiliśmy na półtora tygodnia wyskoczyć do Izraela. Wraz z bratem pojechaliśmy w dwie rodzinki z naszymi żonami i dzieciakami. Jak zawsze tniemy mocno koszty więc noclegi w samochodzie i namiocie to norma 😉 Dodatkowo nie tracimy czasu na powroty do hoteli i jesteśmy bardziej mobilni. Jedzenie w większej części przygotowujemy sobie sami, korzystając z kuchenek gazowych i produktów zabranych z polski i zakupionych w miejscowych supermarketach. Ceny w Izraelu są wysokie, więc jeśli tylko miejsce pozwoli, warto zabrać trochę prowiantu z kraju. Mnie Izrael spodobał się niesamowicie. Nie mam na myśli tu miast nowoczesnych jak Tel Awiw czy tych starych jak Jerozolima, czy Nazaret i Akka. Największe wrażenie zrobiły na mnie rejony Morza Martwego, wszystkie te wąwozy, kaniony i piękne widoki. Nie można też zapomnieć o niesamowitej przygodzie pluskania się w morzu martwym… tego nie da się opisać to trzeba przeżyć samemu 🙂 Ja wiem, że na pewno wrócę w ten rejon jeszcze… może nie będzie to Izrael a sąsiednia leżąca po drugiej stronie Morza Martwego Jordania…

dead sea

Ein Gedi National Park

Ein Gedi National Park

Ein Gedi National Park

Ein Gedi National Park

Ein Gedi National Park

Ein Gedi National Park

Ein Gedi National Park

Metsada

Masada Marl